Już w roku 1993 działało w Polsce 1500 związków zawodowych, w tym 200 ogólnopolskich. O kilkunastu związkach pasożytujących na górnictwie już pisałem. W PKP, na przykład, pensje działaczy 16 związków zawodowych wynosiły wtedy kwartalnie 8,5 miliarda ówczesnych złotych, a ich rachunki telefoniczne – ponad miliard. W „Polskiej Miedzi” co miesiąc wypłacano działaczom 11 związków ponad miliard. To stare dane, potem związkowcy sprytniej już się ze swymi zarobkami ukrywali – ale jeśli ktoś założy, że z roku na rok było coraz lepiej, to uznam go za nastawionego do życia z przesadnym optymizmem. Ustawa określa, że związkowców ma obowiązek utrzymywać firma – musi płacić im pensje, zwracać za telefony i faksy, udostępniać służbowe pomieszczenia. Jeśli to firma prywatna, płacimy za to wszystko jako konsumenci, bo przecież te koszty znajdują się w cenach. Jeśli państwowa – płacimy jako podatnicy. Nic dziwnego, że zaroiło jak nigdzie na świecie odpasionymi zawodowymi obrońcami ludu, którzy nie dość, że na nas pasożytują, to jeszcze w imię egoistycznych interesów swoich gangów rozwalają nam krok po kroku państwo, jak kiedyś szlacheckie sejmiki i konfederacje. .

- Ostrzegałem cię, że te książki są niebezpieczne - powiedział. - Prze-. No, z osobistych urazów godnym podjęcia jest jeden, wynikający z mojej rodzinnej endeckiej tradycji. Po części z tej tradycji, ale przede wszystkim z wyboru, czuję się narodowcem i, w jakimś stopniu, uczniem Dmowskiego. Ale nie we wnioskach, do jakich Dmowski w swoim myśleniu dochodził, bo te często uważam za całkowicie nie do przyjęcia – w metodzie, jaką zaproponował. Chciałbym, żeby Dmowskiemu pamiętano przede wszystkim to, iż bodaj jako pierwszy w Polsce stworzył on szkołę nowoczesnego, politycznego myślenia o sprawach narodu. Kiedy Dmowski się w polskiej polityce pojawił, nasza „myśl polityczna” ograniczała się do sekciarskich bredni towiańszczyzny, że należy w pole wyjść, ofiarę krwi złożyć, a Pan Bóg zajmie się resztą – oraz do starań grupek arystokratów, którzy uważali, że cokolwiek zdziałać można to tylko misterną grą prowadzoną z innymi arystokratami na dworach Europy i Rosji, w której to grze wszelka aktywność szlacheckiej ciemnoty, o „ludzie” nie wspominając, może tylko przeszkadzać.. Verne'a. - Nic mu się nie stało. Perry'emu. Poczułam. - Och – wymamrotałem w odpowiedzi.. Kiedy porzucisz strach związany z określoną sprawą, niepokój zniknie również z twego świata zewnętrznego.. Rozpoczął się atak. Fala za falą rosyjskiej piechoty pędziła ku naszym okopom. Słyszeliśmy ich podniecone okrzyki „Urra!", jak pędzili, by nas zabić. Byli wszędzie dokąd oko sięgało i nasza własna piechota tworzyła tylko małe wysepki na wrogim oceanie. Opuszczając swoje pozycje, zostawiając działa i broń, uciekali ratując życię. Nie było nic innego, co mogliby zrobić w obliczu takiego ataku. Był to dzień mgły i szarego ciężkiego nieba. Dzień jak wiele innych. A jednak dla tysięcy, tysięcy mężczyzn na tym odcinku frontu był to ostatni dzień na ziemi. Nikt nigdy nie odważył się obliczyć dokładnych strat, jakie nastąpiły. Obie strony wycierpiały i obie strony wolały zniszczyć listy poległych, niż przyznać się do prawdy. Bitwa pod Ługańskiem była zbyt kosztowna. Oficjalny komunikat stwierdzał krótko: „Lokalny atak w sektorze Ługańsk został odparty przez naszą artylerię. Pozycja została utrzymana"..